brulion podróżny (ilustrowany)

lipiec 13, 2009

PARYŻ: Père-Lachaise

 

NAJSŁYNNIEJSZY CMENTARZ ŚWIATA

*

 

Jedna z alejek cmentarza Per Lachaise

Jedna z alejek cmentarza Père-Lachaise

 

 

Świątynia Dumania - grobowiec jako pomysł architektoniczny

Świątynia Dumania - grobowiec jako pomysł architektoniczny

*
______________________________________________________________
*
Kiedy ponad dwieście lat temu władze miasta Paryża postanowiły przeznaczyć byłe posiadłości spowiednika Ludwika XIV Jezuity La Chaise’a na cmentarz, nie cieszył się on zbytnią popularnością wśród grzebiących swoich bliskich obywateli. Postanowiono więc odwołać się do ich próżności, sprowadzając na nowy cmenatrz kostki Moliera, La Fontaine’a oraz słynnych a nieszczęśliwych kochanków Aberlarda i Heloizy (Abelard, jako kastrat, był nieszczęśliwy na dwójnasób).
Cóż, takie towarzystwo mogło nobilitować każde zwłoki.
Zadziałało.
10 lat później na Père-Lachaise było już ponad 30 tys. grobów.
 ______________________________________________________________
*
 
JIM MORRISON  ZIDOLATRYZOWANY
*
Zastanawiam się, o ile mniej wizytujących byłoby na cmentarzu, gdyby pewnej lipcowej nocy 1971 roku Jim Morrison nie zaćpał się na śmierć w ustępie jednego z nocnych klubów na Montmartre i gdyby go tu nie pochowano (jego zwisające z sedesu ciało dwóch handlarzy narkotyków zataszczyło do mieszkania, gdzie mieszkał “bóg Rock’n'rolla” i wrzuciło do wanny, w kórej znaleziono go – i oficjalnie stwierdzono śmierć “z przyczyn naturalnych” – kilka godzin później).
Przez kilka lat grób Morrisona nawet nie był oznaczony, jednak po jakimś czasie stał się celem pielgrzymek równie co on skonfudowanych życiem fanów, dziwaków, nawiedzonych okultystów, hippisów i narkomanów. Zaczęto urządzać na nim libacje, tudzież seksualne orgie – grób zawalony został stertami butelek, petów, strzykawek i kondomów (to śmieciarstwo przetrwało w tradycji do dzisiaj, choć później grób ogrodzono metalowymi barierkami, a nawet postawiono obok niego strażnika).

Jim Morrison - grób jako obiekt (pop)kultu

Jim Morrison - grób jako obiekt (pop)kultu

*
Kiedy i ja tam trafiłem wiedziony zwykłą ciekawością (boć przecież uwielbiałem swego czasu muzykę “The Doors” i do dzisiaj ją lubię), zastałem dość niepozorny i podrzędny grób – małe klepisko czarnej ziemi otoczone obtłuczoną betonową niecką. Strażnika nie było, choć były jakieś ordynarne barierki w rodzaju tych, jakich używa się do robót drogowych lub na budowie. Także kilka rzuconych na czarny piasek bukietów kwiatów i jakieś zapisane kartki papieru; no i graffiti jakimi popisano sąsiednie grobowce, w rodzaju: “You Broke On Through”, “Jim You Lite My Fire”, “Kocham Cię Królu Jaszczurów”, “This is the End”, “Here rest the lizard king”, “Touch Me Jim!”, “Ele Rey Lagarto Vive”… tudzież innymi, równie oryginalnymi, epitafiami.
Grób Morrisona to relikwiarz jednej z (większych) nisz kultury masowej, której był on produktem i której w końcu stał się ofiarą.
I jak każdy obiekt kultu, również i on wymyka się racjonalnemu osądowi.
Budzi zdziwienie, nie jest wolny od absurdu, można go nawet uznać za coś w rodzaju kpiny z kultury uznawanej za tą wyższego rzędu: jak się mają bowiem teksty Morrisona do literatury tworzonej przez Balzaka, Prousta, Moliera a nawet Apollinaire’a; do sztuki tworzonej przez Edith Piaff, Isadorę Duncan, Sarę Bernhardt, Eugeniusza Delacroix’a, muzyki komponowanej przez Chopina czy Bizeta?
Wszyscy oni spoczywają na Père-Lachaise, ale przegrywają swój kultowy appeal z wokalistą rocka.
*
*
*
 
Tutaj leży Oscar Wilde - grobowiec jako turystyczna atrakcja

Tutaj leży Oscar Wilde - grobowiec jako turystyczna atrakcja

*
OSCAR WILDE  ZACAŁOWANY
*
Dwa inne nagrobki konkurują – jeśli chodzi o osobliwą idolatrię – z grobem Jima Morrisona.
Są to groby Oscara Wilde’a oraz bliżej nam nie znanego delikwenta nazwiskiem Victor Noire.
Pierwszy, wiadomo – literat, bon vivant, dandys i humorysta, jeden z najbardziej prominentnych homoseksualistów świata, który na łożu śmierci w którymś z paryskich hoteli stwierdził: “Ja i tapety toczymy teraz pojedynek na śmierć i życie. Jedno z nas musi odejść”.
Jak można się było spodziewać, do piachu w Père-Lachaise poszedł Wilde, którego grób “ozdobiono” jednym z koszmarniejszych, moim zdaniem, pomników jakie znajdują się na tym cmentarzu, zupełnie zresztą nie korespondującym z jego kwiecistą, niekiedy błyskotliwą, subtelno-ironiczą i na swój sposób wyrafinowaną osobowością.
Toporną rzeźbę w duchu późnego socrealizmu (ikaropodobna postać pada pod brzemieniem kamiennych skrzydeł) zdobią na dodatek… tysiące odcisków wymalowanych szminką kobiecych ust. Dotyczy to także miejsca, w którym były kiedyś genitalia statuy, obtłuczone najprawdopodobniej przez jedego z fanów (fanek?) zmarłego artysty.
Przyznam, że dziwią mnie nader owe nabożne kobiece usta grobowcu homoseksualisty, który był kochankiem lordów raczej, a nie dziewek, tudzież innych arystokratek.
 
*
*
*  *  *
Gerorges Rodenbach - grobowiec jako mataforyczna ciekawostka

Gerorges Rodenbach - grobowiec jako mataforyczna ciekawostka

 
 
VICTOR NOIR  ZAGŁASKANY
*
Victor Noir wsławił się jedynie tym, iż zabity został przez jednego z potomków Napoleona Bonaparte. Jednakże rodzina sprawiła mu nagrobek, na którym umieszczono odlaną z brązu rzeczywistych rozmiarów postać zmarłego. Czy rzeczywistych rozmiarów było również jego brązowe przyrodzenie?
W każdym razie na pomniku robiło ono odpowiednie wrażenie swymi gabarytami, zwłaszcza na kobietach, które zaczęły pocierać go dłońmi, gdyż zabieg ten ułatwiał im ponoć zajście w ciążę (podejrzewam, że chodzi tu o tzw. ciążę “chcianą”).
Świecące złotawo (może raczej: mocno wyświechtane) genitalia zaczęły wyglądać dość groteskowo, więc administracja cmentarza otoczyła grób metalową barierką, ale po protestach bezdzietnych, ale nie pozbawionych nadziei kandydatek do macierzyństwa, ową zaporę usunęła i głaskanie ponownie nie nastręczało większych trudności.
 *
 KOMUNIŚCI, MARTYROLOGIA, OFIARY…
*
Zwrócił moją uwagę kącik, który gotów jestem nazwać “komunistycznym”. To tam, gdzie rozstrzelano pod murem i do wspólnej mogiły wrzucono niedobitków Paryskiej Komuny z 1873 roku, których ostatnie stanowisko i punkt obronny był właśnie na cmentarzu Père-Lachaise. Tuż obok znalazłem grób, w którym leżą pospołu członkowie Francuskiej Partii Komunistycznej. Sąsiaduje im Walery Wróblewski, a parę grobów dalej Paul Eluard.
Po drugiej stronie alejki leży zaś Edith Piaff.
Jednym zdaniem – towarzystwo mieszane, ale jakby posegregowane. Rozmieszczaniu na cmentarzu towarzyszył więc nie tylko przypadek, ale i pewien zamysł.
Mieszane uczucia wzbudziły we mnie pomniki (bo przecież nie grobowce) ofiar II wojny światowej: poświęcone np. więźniom zamordowanym w obozach zagłady, eksterminowanym francuskim Żydom, bohaterom ruchu oporu (którzy ratują honor - skądinąd biernych w swej masie wobec niemieckiej okupacji - Francuzów). Pomniki, moim zdaniem, zbyt… ekspresjonistyczne, by nie powiedzieć – eskhibicjonistyczne w swym ukazywaniu martyrologii i dosłowności makabry.
*
*
*
*
*
Fryderyk Chopin - grób jako przedmiot narodowej dumy

Fryderyk Chopin - grób jako przedmiot narodowej dumy

 

 

CHOPIN NASZ UMIŁOWANY
*
Wszyscy Polacy szukają zaś grobu Fryderyka Chopina.
Zwłaszcza polskie wycieczki, które mają w programie “zaliczenie” kolejnej, tym razem patriotycznej “atrakcji”. Spotkałem dwie takie grupy: Nieco podmęczona młodzież zajęta wszystkim, tylko nie kontemplacją miejsca, pędzona stadnie cmentarnymi alejkami przez przewodnika.
Niemniej jednak cieszą te góry kwiatów, jakimi udekorowany jest grobowiec nieszczęsnego a sławnego kompozytora i pianisty, którym się wobec świata szczycimy.
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*&
*
*
*
*
*
*
*
 

A oto garść obrazów z cmentarza Père-Lachaise w Paryżu:

 

 

  

Cmentarne aleje, groby skąpane w zieleni

Cmentarne aleje, groby wśród drzew

 

 

 

 

Nawet cmentarz może być malowniczy

Wygląda na to, że nawet cmentarz może być malowniczy

 

 

 

 

Jedna z wielu ulic miasta zmarłych

Jedna z wielu ulic miasta zmarłych

 

 

 

 

 

 

Nagrobkowy tłok

Nagrobkowy ścisk

 

 

 

 

 

 

Sentyment, romantyzm czułość... a wszystko w kamieniu

Sentyment, romantyzm, czułość... a wszystko w kamieniu

 

 

 

 

 

 

Nie tylko posągi - również takie scenki jak ta

Nie tylko posągowa żałość - również takie scenki jak ta

 

 

 

 

 

 

Matka Boska z Dzieciątkiem w niezwykłej pozie

Matka Boska z Dzieciątkiem w niezwykłej pozie

 

 

 

 

 

 

Rozpacz i smutek na straży grobowca

Rozpacz i smutek na straży rodzinnego grobowca

 

 

 

 

 

 

Smugi cienia i rozjaśnienia

Smugi cienia i rozjaśnienia

 

 

 

 

 

 

A czasem jak w ogródku...

Niektóre gróbki są jak ogródki...

 

 

 

 

 

 

Wdzięczna postać artysty

Wdzięczna postać artysty

 

 

 

 

 

 

Nie brak wszak nagrobków dziwnych

Nie brak wszak nagrobków dziwnych

 

 

 

 

 

 

Dziewczęcy wdzięk - cóż, że kamienny

Dziewczęcy wdzięk - cóż, że kamienny

 

 

 

 

 

 

Urna przy urnie - na wieki wieków

Urna przy urnie - na wieki wieków

 

 

 

 

 

 

Retro...

Retro... bardziej uwodzicielsko, czy też upiornie?

 

 

 

 

 

 

Nagromadzenie epitafiów

Nagromadzenie epitafiów (wątpliwej urody)

 

 

 

 

 

 

Skromny nagrobek genialnego Prousta

Skromny nagrobek genialnego pisarza

 

 

 

 

 

 

Polscy rodzice przypominają o stracie córki

Polscy rodzice przypominają o stracie córki

 

 

 

 

 

 

Rodak rewolucjoniosta - Walery Wróblewski

Rodak rewolucjonista - Walery Wróblewski

 

 

 

 

 

 

Pamięci ofiar rozlicznych zbrodni XX wieku

Ekspresyjne rzeźby - ku pamięci ofiar rozlicznych zbrodni XX wieku

 

 

 

 

 

 

Realizm i makabra

Realizm i makabra

 

 

 

 

 

 

Pamięta się również o Auschwitz

Na Per Lachaise pamięta się również o Auschwitz

 

 

 

 

 

 

Na cmentarzu nie brak też groteski - utrącone przyrodzenie statuy z grobu Oscara Wilde'a i szminkowe ślady kobiecych ust (!?)

Na cmentarzu nie brak też groteski - utrącone przyrodzenie statuy z grobu Oscara Wilde'a i szminkowe ślady kobiecych ust (!?)

 

 

 

 

 

 

Płaskorzeźba nagrobna Fryderyka Chopina

Płaskorzeźba nagrobna Fryderyka Chopina

 

 

 

*

kwiecień 28, 2009

MOJE PSTRYKI Z KOSTARYKI

Zaszufladkowany do: COSTA RICA: PICTURES — Tagi:, , , , , , , — Logos Amicus @ 11:23 pm

 

Garść obrazków z Kostaryki. Kilka landszaftów, nieco zwierzątek, trochę ludzi, kapkę lokalnego kolorytu… Odrobina tego pięknego kraju - niekoniecznie klasyczna, bardziej eklektyczna, mniej ortodoskyjna.

.

 

 

 

Przydrożny domek pod palmą

Przydrożny domek pod palmą

 

 

 

 

Spotkanie dżungli z Oceanem

Spotkanie dżungli z Oceanem

 

 

 

 

Samotny rybak na skraju dżungli

Samotny rybak na skraju dżungli

 

 

 

 

 

Biało-niebieska parasolka - kobieta z Tortuguero Village

Biało-niebieska parasolka - kobieta z Tortuguero Village

 

 

 

 

 

Kostarykańskie bay watch, czyli kolorowe beach party

Kostarykańskie bay watch, czyli kolorowe beach party

 

 

 

 

 

Kokosowy interes

Kokosowy interes

 

 

 

 

 

Plażowa piękność w duuuużych okularach

Plażowa piękność w duuuużych okularach

 

 

 

 

 

Droga w limon

Droga w Limon

 

 

 

 

 

Droga do Monteverde

Droga do Monteverde

 

 

 

 

 

Bydlątko z Guanacaste

Bydlątko z Guanacaste

 

 

 

 

 

Pracowity koliberek w kwieciu pod Arenalem

Pracowity koliberek w kwieciu pod Arenalem

 

 

 

 

 

Bazyliszek (vel Jesus Christ lizard) na pniu drzewa

Bazyliszek (vel Jesus Christ lizard) na pniu drzewa

 

 

 

 

 

Przekolorowy "quetzal dla ubogich" - rezydent Monteverde

Przekolorowy "quetzal dla ubogich" - rezydent Monteverde

 

 

 

 

 

Ma się ten dziób!

Ma się ten dziób!

 

 

 

 

 

Relaksująca się kapucynka

Relaks kapucynki

 

 

 

 

 

Kapucynka-mama: łapy z daleka!

Kapucynka lekko wkurzona

 

 

 

 

 

Long and green out of the black

Long, thin and green out of the black

 

 

 

 

 

Sssssss...

Sssssss...

 

 

 

 

 

Krokodyla kompozycja (gdzieś po drodze między Dominical a Manuel Antonio)

Krokodylowa kompozycja (gdzieś przy drodze między Dominical a Manuel Antonio)

 

 

 

 

 

Krokodyl - sprinter

Sprint

 

 

 

 

 

Lądowanie z gracją

Lądowanie z gracją

 

 

 

 

 

Herkules

Herkules

 

 

 

 

 

Kompozycja na piasku

Kompozycja na piasku

 

 

 

 

 

Widok z tarasu hotelu La Moriposa w Manuel Antonio (z listy 100 places to see before you die)

Widok z tarasu hotelu La Moriposa w Manuel Antonio (z listy 100 places to see before you die)

 

 

 

 

 

Gorące źródła nieopodal wulkanu Arenal

Sielanka w gorących źródłach nieopodal wulkanu Arenal

 

 

 

 

 

Kompozycja z młodych par na głównym placu San Jose

Kompozycja z młodych par na głównym placu San Jose

 

 

 

 

 

Odpoczynek pod krzyżem

Po długiej i ciężkiej dodze

 

 

 

 

 

Chłopiec o przenikliwych oczach

Chłopiec o przenikliwym spojrzeniu

 

 

 

 

 

Żona z wozu - koniom lżej? Raczej nie w przypadku największego malowanego wozu na świecie.

Żona z wozu - koniom lżej? Raczej nie w przypadku największego malowanego wozu na świecie.

 

 

 

 

 

Zachód słońca nad Pacyfikiem

Zachód słońca nad Pacyfikiem

 

 

 

KOSTARYKAŃSKA FAUNA I FLORA:

http://swiatowid.bloog.pl/id,4317596,title,KOSTARYKA-FAUNA-I-FLORA,index.html.

*

*

marzec 15, 2009

COSTA RICA: PANORAMA

Zaszufladkowany do: COSTA RICA: PANORAMA — Tagi:, , , , — Logos Amicus @ 2:37 pm

Spojrzenie na Kostarykę z szerszej perspektywy…

 

 

Jedna z wielu rzek wpadających do Pacyfiku. (Okolice Puntarenas)

Jedna z wielu rzek wpadających do Pacyfiku (okolice Puntarenas).

 

 

 

 

 

 

Słońce po tropikalnej burzy - dżungla w Tartuguero.

Słońce po tropikalnej burzy - dżungla w Tortuguero.

 

 

 

 

 

 

Herd Crossing (with some birds flying over it - ranchero przeprowadzający swoje stado przez drogę (prowincja Guanacaste).

Herd Crossing (with some birds flying over it) - ranchero przeprowadzający swoje stado przez drogę (prowincja Guanacaste).

 

 

 

 

 

 

Śmigając po kanałach Tortuguero - karaibskie wybrzeże Kostaryki.

Śmigając po kanałach Tortuguero - karaibskie wybrzeże Kostaryki.

 

 

 

 

 

 

Zachód słońca nad Monteverde.

Zachód słońca nad Monteverde.

 

 

 

.

marzec 10, 2009

KOSTARYKAŃSKIE WIDOKI

Zaszufladkowany do: COSTA RICA: LANDSCAPES — Tagi:, , , , , , , , — Logos Amicus @ 9:16 pm

Piękno ziemi i świata dostrzec można w każdym zakątku naszej planety. Podobnie, jak brzydotę… Tutaj możesz zobaczyć to pierwsze.

 

 

 

Brzegi rzeki Tortuguero

Brzegi rzeki Tortuguero

 

 

 

 

 

Kostarykańczycy mają do wyboru plaże dwóch oceanów.

Kostarykańczycy mają do wyboru plaże dwóch oceanów.

 

 

 

 

 

Jedna z dzikich plaż Parku Narodowego Manuel Antonio

Jedna z dzikich plaż Parku Narodowego Manuel Antonio

 

 

 

 

 

Sitting on the trunk of the tree - over the Pacific Ocean

Sitting on the trunk of the tree - over the Pacific Ocean

 

 

 

 

 

Playa Espadilla (Parque Nacional Manuel Antonio)

Playa Espadilla (Parque Nacional Manuel Antonio)

 

 

 

 

 

Weekendowy odpoczynek - tubylcy mają do dyspozycji setki rzek, gdzie kąpią się ochoczo.

Weekendowy odpoczynek - tubylcy mają do dyspozycji setki rzek, gdzie kąpią się ochoczo.

 

 

 

 

 

Palmowy gąszcz w Dominical.

Palmowy gąszcz w Dominical.

 

 

 

 

 

Wyłaniająca się z buszu Ania.

Wyłaniająca się z buszu Ania.

 

 

 

 

 

Słynna droga Transamericana, którą można dotrzeć z Alaski do Ziemi Ognistej.

Słynna droga Transamericana, którą można dotrzeć z Alaski do Ziemi Ognistej.

 

 

 

 

 

Ocean zieleni - dżungla... Z tego także słynie Kostaryka.

Ocean zieleni - dżungla... Z tego także słynie Kostaryka.

 

 

 

 

 

Kostarykański cowboy pod palmami.

Kostarykański cowboy pod palmami.

 

 

 

 

 

Tęcza nad Monteverde

Tęcza nad Monteverde

 

 

 

 

 

Zielone pastwiska Guanacaste.

Zielone pastwiska Guanacaste.

 

 

 

 

 

Dżungla w Tortuguero - ściana przebogatej Flory.

Dżungla w Tortuguero - ściana przebogatej Flory.

 

 

 

*

marzec 3, 2009

PACUARE LODGE

Zaszufladkowany do: COSTA RICA: PACUARE LODGE — Tagi:, , , , — Logos Amicus @ 4:15 am

Niezwykłe, otoczone dziką dżunglą miejsce, położone nad jedną z najpiękniejszych rzek świata – Pacuare w Kostaryce. Właściwie, dostać się tam można jedynie płynąc pontonem lub kajakiem. Kompleks porozrzucanych po lesie bungalowów – każdy z nich zaprojektowany niezwykle ciekawie i oryginalnie; cudowna dwupoziomowa weranda – lobby, gdzie można rozkoszować się odgłosami dżunglii, szumiących kaskad – oddać się lekturze lub rozmowie z przygodnymi ludźmi. Połączenie smaku, luksusu i naturalnej urody… 

 

 

Zagubiona w dżungli Pacuare Lodge

Zagubiona w dżungli Pacuare Lodge

 

 

 

 

Bungalow nad samym brzegiem rzeki Pacuare.

Bungalow nad samym brzegiem rzeki Pacuare.

 

 

 

 

Toaleta w samym sercu dżungli.

Toaleta w samym sercu dżungli.

 

 

 

 

Na tarasie

Na tarasie

 

 

 

 

Słoneczne refleksy

Słoneczne refleksy

 

 

 

 

Cudowna zieleń wokół

Cudowna zieleń wokół

*

*

styczeń 21, 2009

NA FALI W DOMINICAL

Zaszufladkowany do: COSTA RICA: SURFING — Tagi:, , , , , , — Logos Amicus @ 7:47 pm

*

Trzy momenty uchwycone na plaży Dominical w Kostaryce. Pacyfik nie jest tu bynajmniej oceanem spokojnym, co cieszy jedynie surfingowców.

*

*

Surfing z kluczem

Surfing z kluczem

*

*

*

*

*

Zakręcony

Zakręcony

*

*

*

*

*

The fun of vertical drop

The fun of vertical drop

*

*

*

*

listopad 21, 2008

TRZY OBRAZY Z TAJLANDII

Zaszufladkowany do: THAILAND — Tagi:, , , , , , — Logos Amicus @ 4:00 am
*
*
*
Lubię te zdjęcia…
*
*
*
Modlitwa pod palcami Buddy

Modlitwa pod palcami Buddy

 

Kiedy przed podróżą do Tajlandii przeglądałem albumy zawierające obrazy z tego kraju, moją uwagę przykuło zdjęcie buddyjskiego mnicha, ktory stoi z ręką opartą na dłoni Buddy… Dłoni większej od niego samego.
Postanowiłem to miejsce odnaleźć.
Okazało się, że ów posąg Buddy znajduje się w jednej z licznych świątyń jednego z najważniejszych kompleksów świątynnych Tajlandii, a mianowice w Sukhothai.
Kiedy tam wreszcie dotarłem i z bijącym sercem wkraczałem do świątyni, przed oczami pojawiła mi się scena, jaką mogłem sobie tylko wymarzyć: wspierając się o gigantyczny posąg Buddy, tuż obok jego oklejonej złotem dwumetrowej dłoni, klęczała zatopiona w modlitwie dziewczyna.
Czyżby to znowu przypadek?
A może obraz ten po prostu na mnie tam czekał?

*
*

 

 

Kamienny sen mnicha.

Kamienny sen mnicha.

 

 

 

Tuż nieopodal Świątyni Małp w mieście Lop Buri, wznosi się kopiec kryjący ruiny starożytnej świątyni. Wdrapałem się tam dziką ścieżką i gdy dotarłem na szczyt, odsłonił mi się taki oto widok: śpiący na kamiennym łożumnich, a pod drzewem jego medytujący towarzysz. Scena była dla mnie porażająca!
I jeszcze to niesamowite tło w postaci dramatycznie zarysowanych gałęzi drzew ogarniętych soczystą zielenią.
Kiedy później mnisi zaczęli mi pozować do zdjęć, żadne z nich nie miało taj aury autentyczności i zaskoczenia wynikającego z uchwycenia niepowtarzalnego momentu.

 

*
*

Modły w świątyni Doi Suthep w Chiang Mai

Modły w świątyni Doi Suthep w Chiang Mai

    

 

* 
*

październik 10, 2008

KARTKI Z PODRÓŻY DO WŁOCH – TOSKANIA

Zaszufladkowany do: TOSKANIA — Tagi:, , , , , , , , , , , , , — Logos Amicus @ 12:17 am

 

Toskania, słynąca z krajobrazowego piękna, niepowtarzalnego klimatu. Kraina mityczna, kolebka Renesansu – jawny obiekt pożądania każdego podróżnika.
Ten rejon Włoch widziałem przelotnie już parę lat wcześniej, tyle że z okien pociągu, którym jechaliśmy z Rzymu do Florencji.
Był już grudzień, więc w plenerze gościła szarzyzna, ale mimo to można było sobie uzmysłowić piękno toskańskiego pejzażu i to wówczas zaświtała mi myśl, by kiedyś zawitać w te strony i zobaczyć je z bliska.
Nie sądziłem, że stanie się to tak szybko…

*****************************************************************************************************************************************************************************

 
Z Chicago doleciałem przez Londyn do Mediolanu. Na zapoznanie się ze stolicą Lombardii (a swego czasu – całej zachodniej cywilizacji) mogłem przeznaczyć tylko dwa dni, ale to wystarczyło do ogólnej impresji, ktora była jednak pewnym rozczarowaniem. Bowiem wcześniej wyobrażałem sobie to miasto jako bardziej eleganckie, wystawne, reprezentacyjne… (przecież to tutaj działają najsłynniejsi projektanci mody na świecie). Zastał mnie zaś pewien architektoniczny nieporządek, urbanistyczna bylejakość…
Jednakże głównie interesował mnie Mediolan historyczny i ten, który nawiązywał do sztuki. Niestety, nie udało mi się zobaczyć legendarnej “Ostatniej Wieczerzy” Leonarda (bilety trzeba rezerwować na kilka tygodni wcześniej), ale za to odwiedziłem dwie bardzo dobre galerie – di Brera i Pinacoteca Ambrosiana, a przy okazji dość ciekawe zbiory znajdujące się w starej twierdzy Sforzów.
Największe wrażenie zrobiła wszak na mnie niedokończona Pieta Rondanini, przy rzeźbieniu której (literalnie) zmarł Michał Anioł. Dramatycznie różna od słynnej, przepięknej klasycznie Piety z Bazyliki Św. Piotra w Rzymie, którą w wieku 25 lat stworzył Michelangelo odzwierciedlając swoją fascynację harmonią i pięknem – sztuką, która pokonać może ludzkie słabości, zło, skazy, brzydotę…
W wieku 89 lat artysta w to zwątpił komponując Pietę, która nie unika ziemskiej ciężkości, cielesnej niedoskonałości, realistycznej surowości – całej tej gorzkiej prawdy, którą usiłujemy zasłonić pięknem.
Zgoła magiczny moment przeżyłem przed wspaniałymi kartonami Rafaela do Szkoły Ateńskiej, które posłużyły mu do namalowania watykańskich fresków. Wypełniają one całą olbrzymią ścianę jednej z sal ambrozjańskiej pinakoteki. Postacie narysowane przez Rafaela wyłaniają się z mroku niczym widma zamierzchłej epoki. W tłumie greckich filozofów wyróżnia się Arystoteles o twarzy Leonarda da Vinci. Te ciemno – brązowe szkice bardziej do mnie przemówiły niż gotowe kolorowe Sztance Rafaela, które widziałem wcześniej w Watykanie. Uwielbiam kreskę Rafaela a tu miałem ją na wyciągnięcie ręki i to w skali olbrzymiego graffiti.
W Mediolanie warto się jednak zjawić choćby tylko ze względu na Duomo – katedrę, jedną z najbardziej imponujących gotyckich budowli świata (tworzonej przez prawie 400 lat!) z niesamowitym lasem kamiennych sterczyn zapełniających jej dach.
W przeróżnych miejscach poutykano tam na dodatek 3500 większych lub mniejszych posążków! Za drzwiami katedry czeka nas jednak niespodzianka – ponure wnętrze z 52 gigantycznymi kolumnami kontrastuje z misternymi, ażurowymi zdobieniami na zewnątrz.

PORTOFINO

 
Z wielkomiejskiego zgiełku uciekłem przez Alpy Apuańskie nad Morze Liguryjskie, do malowniczego Portofino, zaglądając po drodze do arcyciekawego klasztoru Kartuzów Certosa di Pavia. Obawiałem się nieco kiczowatej romantyczności Portofino, ale w całej krasie okazało się, iż niepotrzebnie. To miasteczko ma swój niepowtarzalny urok, wcale nie sztuczny, turystyczny ale autentyczny – mimo pewnej cukierkowatości, ta malowniczość jest prawdziwa. Zatrzymałem się w hotelu Domina Piccolo, a gościł mnie bardzo przytulny apartament z wielce romantycznym widokiem na zatokę.
Popołudniowy spacer do latarni to niezapomniana gama egzotycznych, nad wyraz malowniczych widoczków.
Ranek w Portofino przywitał mnie niestety deszczem. Gotowałem się na poranne wędrówki po nabrzeżu ale niestety trzeba było z tego zrezygnować. Żałuję bardzo, bo nawet mimo deszczowej aury półwysep Portofino ma kuszącą aparycję.
Wyruszyłem więc przez Ligurię, wzdłuż wybrzeża, ku Pizie.
Zrezygnowałem z jazdy autostradą więc musiałem się przedzierać przez zaskakująco wysokie przełęcze. Miałem nadzieję na zobaczenie Cinque Terre – pięciu odizolowanych wiosek nabrzeżnych utwierdzonych na stokach liguryjskich, wyrastających prosto z morza, wzgórz – ale pogoda i czas zniweczyły moje plany. Autostradą dotarłem do Pizy. Lało niestety i z trudem trafiłem do hotelu Royal Victoria nad rzeką Arno.
 

PIZA

 
Pogoda była mokra i ponura, aura szara ale mimo to późnym popołudniem zawitałewm na Campo dei Miracoli, czyli Placu Cudów. Nie wiem dokładnie o jakie cuda chodzi, ale kiedy znalazłem się na placu, nisko, zza granatowych chmur, wyłoniło się zachodzące słońce i oświetliło cudownie ciepło – pomarańczowym blaskiem wszystkie budowle, łącznie z baptysterium, katedrą Duomo i samą krzywą wieżą. Nie mogłem sobie darować, że nie wziąłem aparatu. Następnego dnia, kiedy dokładniej już zwiedzałem Campo dei Miracoli, nie było już takiego świetnego oświetlenia, niemniej jednak udało mi się zrobić kilka, myślę, że ciekawych, zdjęć.
TT
Torre Pendente nie jest znowu taka mała, jak ją drwiąco opisywał np. Mark Twain (ten jednak kpił prawie ze wszystkiego), ale już krzywa jest mocno, jak się patrzy. To rzeczywiście cud, że się jeszcze przez te osiem wieków nie zawaliła (a tylko odchyliła od pionu o – bagatela! – 5 metrów).

Plac cudów zachwalają w przewodnikach jako jeden z najciekawszych architektonicznie kompleksów religijnych świata i nie ma w tym przesady. Ja, wskutek braku dostatecznej wiedzy, w swojej naiwnej nieświadomości miałem tylko samą wieżę, a tu zobaczyłem kompozycję kilku imponujących budowli i trudno było mi uwierzyć w ich XII – wieczność, tak wyglądały wdzięcznie, wyrafinowanie i misternie.
Z
Zpełnym zaskoczeniem zaś były dla mnie XIII – wieczne freski, (z których nota bene tylko część ocalała z alianckich bombardowań II wojny światowej). Umieszczone wśród grecko – rzymskich sarkofagów Camposanto “Tryumf Śmierci” i “Sąd Ostateczny” to według mnie absolutna rewelacja w sztuce malarstwa zachodnioeuropejskiego… a żeby było bardziej intrygująco, to nawet nie wiadomo kto je namalował. Uderzyła mnie zwłaszcza ciemno – bordowa kolorystyka, ekspresja kompozycji i modelunek postaci. Jeśli rzeczywiście powstało to w wieku Giotta i Cimabue, to freski tych ostatnich wyglądają przy tym jak naiwne, dziecinne malowanki. Trudno przy tym nie podejrzewać jakichś następnowiecznych poprawek.

Na wyjazd z Pizy straciłem sporo czasu, tak mylące okazały się znaki… mimo kierunku na Florencję. Jednak za parę godzin znalazłem się w samym sercu Toskanii – w Chianti.

CHIANTI

 
 
Pogoda się wyklarowała, wieczór był piękny, dotarłem do Villi Vignamaggio, gdzie miałem spędzić trzy następne noce, wypuszczając się stąd każdego dnia na rekonesans toskańskiej krainy (Villa Vignamaggio znajduje się w pobliżu Greve in Chianti – dokładnie w połowie drogi między Florencją a Sieną).
Villa Vignamaggio to kwintesencja toskańskiej rezydencji, otoczona winnicami i oliwnymi gajami. Zbudowano ją jeszcze w XV wieku. Mówią, że urodziła się tu sama Mona Lisa, ale tego tu już nikt nie może sprawdzić. Jest to spore gospodarstwo z prawdziwą winiarnią, z której piwnic wychodzi 250 tys. butelek wina rocznie (warto wspomnieć, że wino pochodzące właśnie z tej winnicy po raz pierwszy zaczęto nazywać chianti). Wille otacza również stylowy rzymski ogród.
Od jakiegoś czasu Villa Vignamaggio przyjmuje gości, bowiem stworzono tu coś w rodzaju ekskluzywnego gospodarstwa agroturystycznego. Uderza więc harmonijne połączenie surowości i prostoty z wygodą i luksusem. Ranek przywitał mnie niestety deszczem. Tuż przed południem znów jednak wyjrzało słońce i toskański pejzaż objawił się przed moimi oczami w całej swojej krasie. Wznoszące się wysoko zielone wzgórza otaczające łagodne doliny z szachownicą winnych upraw i niebieskawa mozaika oliwnych drzewek. Dokładnie jak na obrazach mistrzów Renesansu. I te barwy ziemi – cała gama zieleni, żółci i brązów, a nad wszystkim niezwykle malownicze toskańskie niebo – jego jasny szmaragd z konfiguracją chmur i chmurek, godną najlepszego pędzla.
 

FLORENCJA

 
Około południa wyruszyłem do Florencji, oddalonej o rzut kamieniem od Greve. Udało mi się jakoś zaparkować samochód na Piazzale Michelangelo, skąd roztacza się najładniejszy chyba widok na całe miasto – z jego mostami na rzece Arno, słynnymi budowlami – wieżycami pałaców, kopułami świątyń i czerwonymi dachami kamienic.
U swoich stóp miałem kolebkę Renesansu. To tutaj żyli i tworzyli Leonardo da Vinci, Michal Anioł i Rafael; to tutaj budowali nowy kanon języka Dante, Boccacio, Petrarka; to tutaj Macchiaveli radził Medyceuszom jak rządzić; to tutaj wreszcie spłonął na stosie nieprzejednany mnich Savonarola, jeden z pierwszych rewolucjonistów na świecie…
Florencja to chyba trzecia po Rzymie i Wenecji najpopularniejsza destynacja turystyczna Włoch. Zatrzymać się więc tu można na cały tydzień, ja ograniczyłem się jednak do spaceru po starym mieście.
Przypomniałem sobie zakątki, jakie widziałem dwa lata wcześniej: most Ponte Vecchio, Piazza della Signoria z siedzibą Medyceuszy i pełna rzeźb loggia, kompleks Duomo, fasadę Uffizi, kryjącą jedną z najbogatszych galerii malarstwa europejskiego na świecie…
Większość popołudnia spędziłem jednakże w pałacu Pittich, wśród obrazów Gallerii Palatina, która szczyci się pokaźnym zbiorem płócien, zwłaszcza Rafaela i Tycjana…
Byłem rozczarowany. Większość dzieł była nudna, podobna do siebie w swej monotonnej tematyce religijnej (niekończące się zwiastowania, pokłony Trzech Króli, madonny z dzieciątkami, ukrzyżowania, zdjęcia z krzyża, opłakiwania i złożenia do grobu… etc.) Z bliska widać było niedoskonałości warsztatu, nawet dzieła znanych malarzy wydawały się drugiego sortu… Irytował mnie fakt umieszczania za szkłem najbardziej cennych olejów. Nie znoszę tego, gdyż przypomina mi to lizanie cukierka owiniętego w celofan. Szkło rozprasza światło, barwy i kontury, nie czuję wówczas faktury płótna ani tych fluidów, które czasem zdają się emanować z obrazu, dając złudzenie przeniesienia w czasie do epoki twórcy – odczucie jego ducha i napięć tworzenia. Kilka zaledwie obrazów dostarczyło mi autentycznej przyjemności obcowania z arcydziełem. Urzekła mnie jedna ze słynnych Madonn Rafaela, cudownie stonowana “Madonna Wielkiego Księcia”.
Kiedy wrócilem do Greve, nad Toskanią zapadła już granatowa noc.
 

SAN GIMIGNANO

 
Nazajutrz była zaś radość o poranku – wspaniale rozświetlona słońcem aura. Za moim oknem ukazała się Toskania w tej wersji bajecznej, wręcz idyllicznej… Doskonała pogoda na peregrynacje okolicy i spacer wśród winnic (nie obyło się bez kosztowania winogron). Tego dnia chciałem zobaczyć kolejne znane miejsce – stare San Gimignano.
Dotarłem tam wkrótce drogą krętą, aczkolwiek ciekawą i już z daleka przywitały mnie charakterystyczne sangimignańskie wieże. Powiało średniowieczem ale hordy współczesnych turystów sprowadziły mnie do właściwej epoki.
Niezapomniany był jednakże widok z Torre Grossa – jeden z najpiękniejszych we Włoszech, jak mówią bywalcy (i autorzy przewodników).
Dość łatwo przyszło mi się z nimi zgodzić.
Wieżyc ongiś było w mieście 52. Każdy pan i władca chciał mieć wyższą od sąsiada – im większa wieża tym większy prestiż. Coś jakby darwinowska walka o przywództwo w stadzie – swoisty konkurs na najlepsze geny. No i ostał się dla naszych oczu strzelający w niebo, nieśmiertelny symbol falliczny.

SIENA

 

Następnego dnia zawitałem do odwiecznej rywalki Florencji, Sieny. Solidne miasto, którego potęgę złamała kiedyś czarna zaraza. Lecz solidność przetrwała do naszych czasów, podobnie jak jeden z najciekawszych europejskich rynków – Piazza del Campo z górującą nad nim wieżą Palazzo Pubblico, skąd doskonale widać rozchodzącą się promieniście, przypominającą nieco muszlę, mozaikę rynkowego bruku. W Palazzo Pubblico znajduje się kilka słynnych fresków, znanych mi wcześniej choćby z opisów Łysiaka, który w swoim “Malarstwie Białego Człowieka” poświęcił im sporo miejsca. Chodzi zwłaszcza o “Kondotiera”, którego autorem jest najprawdopodobniej Simone Martini – pierwsze malowidło świeckie, pierwszy portret konny i pierwszy panoramiczny pejzaż w malarstwie Zachodu. Na przeciwległej ścianie czekała zaś na mnie niespodzianka – olbrzymi religijny fresk Martiniego o niezwykłej urodzie, o którego istnieniu nie miałem dotychczas pojęcia. Nie do wiary, jaką subtelność byli już w stanie uchwycić malarze Quatrocenta, które przecież dopiero, co wychodziło z mroków średniowiecza!
Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc, nie tylko w Sienie, ale i w całej Toskanii, jest sieneńskie Duomo – gotycka katedra pełna dzieł artystów włoskich z najwyższej półki oraz niewiarygodnie oryginalnej, niespotykanej nigdzie indziej na świecie posadzki, będącej wielką marmurową mozaiką, przedstawiającą dziesiątki obrazów i scen rozgrywających się pod naszymi stopami.

 

KORTONA

 

Z Sieny udałem się wprost do Kortony. Pamiętam, że miasteczko to polecił mi pewien profesor florenckiego uniwersytetu, którego poznałem parę lat wcześniej w pociągu jadącym z Rzymu do Florencji. Byłem mu wdzięczny. Czułem się niby żywcem przeniesiony do średniowiecza.
Kortonę zobaczyłem już z daleka – majaczyła w promieniach zachodzącego słońca, rozłożona na górskim stoku. Jeszcze przed zachodem słońca zdołałem się wdrapać na górę pod mury starego miasta, skąd widać było rozległą panoramę Doliny Chiana, rozświetloną czerwonym niebem. Wjechałem przez starożytną bramę do miasta na stromą i wąską uliczkę i doprawdy czułem się dziwnie jadąc po XIV- wiecznym trakcie XXI – wiecznym wehikułem. Wkrótce znalazłem się pod hotelem San Michele, który swoją siedzibę obrał w starej XV – wiecznej kamienicy. Przypadł mi pokój pod samym dachem z rozległym widokiem na całą dolinę i kortońskie dachy.
Kortona wieczorem objawiła się niczym miejsce magiczne. Tłumy turystów zniknęły, spacer uliczkami miasta był więc rozkoszą par excelance. Powłóczyłem się po starym mieście, a późnym wieczorem czekała mnie kolacja w restauracji “La Grotta”, która okazała się bezpretensjonalnym, serwującym doskonałe dania i wino lokalem. Po wyjściu zaś trafiłem na Piazza Republica opanowany akurat przez flecistę, który wciągnął do zabawy grupę włoskiej młodzieży.
Następnego dnia Kortona znalazła się w chmurach. Mżyło i padało na przemian – czyli aura w sam raz na odwiedzenie muzeum sztuki etruskiej. Kultura etruska to temat obszerny i na inna okazję, dość wspomnieć, że to właśnie od nazwy tego ludu pochodzi słowo Toskania, na której to ziemi prawie trzy tysiące lat wcześniej osiedlili się Etruskowie, rozwijając tu jedną z najbardziej kompleksowych i bogatych starożytnych kultur europejskich.
Po zobaczeniu zbiorów Akademii Etruskiej przyszła kolej na kolekcję diecezjańską, która się szczyci najcenniejszym chyba dziełem malarskim jakie posiada Kortona – “Zwiastowaniem” pędzla Fra Angelico. A jest to złoto – czerwony ołtarzyk malowany bardzo misternie, ślicznie dekoracyjny, słodki i delikatny. To właśnie o Bracie Angelico Łysiak napisał kiedyś, że “w mistycyzmie nurzał się on z taką samą rozkoszą, z jaką lubieżnicy nurzają się w erotyzmie.” Hmm… czyżby Rubens był lubieżnikiem? Tak się teraz zastanawiam – który z tych malarzy do mnie bardziej przemawia? No cóż… Nie miałbym żadnych wątpliwości gdyby Rubens malował szczuplejsze kobiety…

ASYŻ

 
Z mglistej Kortony droga zawiodła mnie do Asyżu.
Wjechałem do Umbrii.
Raczej nikłe były szanse na to, że w mieście Św. Franciszka z hedonizmu nawrócę się na ascetyzm – po wszystkich tych kulinarno-winnych toskańskich rozkoszach – niemniej jednak miejsce to swoją niezwykłością oddziałało na mnie silnie.
&*
Asyż, podobnie jak Kortona, osadzony jest na zboczu wielkiej góry i zachował swój średniowieczny charakter. Oczywiście w Katedrze, gdzie znajdują się relikwie świętego, zastałem tłumy pielgrzymów, ale mimo to panował tam zaskakujący porządek i każdy indywidualnie mógł zagłębić się w swoim wnętrzu, odczuć sakralność świątyni, zmierzyć się z legendą tego niezwykłego człowieka, jakim był Św. Franciszek.
O &*
O samej Katedrze Św. Franciszka można by pisać długo. Znajdują się tam choćby freski, które zrewolucjonizowały europejskie malarstwo, głównie za sprawą Giotta. Są to właściwie dwa kościoły – górny (gotycki) i dolny (romański) – a każdy przeniknięty jest inną atmosferą.
Dolny przypomina wielką rozbudowaną kaplicę, w której odczuć można metafizyczny dreszcz dzięki bliskości grobu Św. Franciszka; górny to olbrzymia, przestronna, kolorowa galeria fresków, które swoją epickością zdolne są pochłonąć widza.
Zatrzymałem się w hotelu Subasio (jak można było wyczytać w przewodniku, gościli tu m.in. Charlie Chaplin i Greta Garbo). Sąsiadował on z placem katedralnym a z jego tarasu rozciągał się imponujący widok na spory kawał Umbrii. O zachodzie słońca znów byłem świadkiem wielkiego spektaklu na niebie.
&*
Nazajutrz, po niedzielnej mszy wdrapałem się na Rocca Maggiore – średniowieczną twierdzę – by rzucić z góry okiem na cały Asyż i rozłożoną pod nim dolinę. Był jeszcze spacer wąskimi, niezwykle malowniczymi uliczkami miasta, ale wczesnym popołudniem znów trzeba było uderzyć w drogę – czekała mnie długa jazda przez całe północne Włochy do Bergamo, gdzie szczęsliwie zakończyła się cała moja eskapada.


 

&*
*
*
*
*
*
&*
*
*
*
*
*
*

*  

 OBRAZKI Z PODRÓŻY PO PÓŁNOCNYCH WŁOSZECH  

 

 

 

 

 

Panorama Toskanii widziana z wieży sienneńskiego Palazzo Pubblico.

Panorama Toskanii widziana z wieży sienneńskiego Palazzo Pubblico.


&*
*
*

 

Widok z hotelowego okna w Portofino.

WWidok z hotelowego okna w Portofino.

*

 

 

Zatoka w Portofino

Zatoka w Portofino

 
 
 
 
Certosa di Pavia - niezwykły klasztor Cystersów

Certosa di Pavia - niezwykły klasztor Cystersów

 
 
 
 
 

 

 

 

 

 

Lew na straży florenckiego Palazzo Vecchio

Lew na straży florenckiego Palazzo Vecchio

 
 
 
 
 

 

 

 

 

Galleria Vittorio Emanuele II w Mediolanie

Galleria Vittorio Emanuele II w Mediolanie

 
 
 
 
Widok na Duomo z Krzywej Wieży w Pizie

Widok na Duomo z Krzywej Wieży w Pizie

 

 
 
 
Randanini Pieta, przy rzeźbieniu której zmarł Michał Anioł

Randanini Pieta, przy rzeźbieniu której zmarł Michał Anioł

 
 
 
 
Katedra Św. Franciszka w Asyżu widziana z Rocca Maggiore

Katedra Św. Franciszka w Asyżu widziana z Rocca Maggiore

 
 
 

Wnętrze sieneńskiego Duomo

Wnętrze sieneńskiego Duomo

 
 
 
 

Mozaikowa posadzka Katedry w Sienie

Mozaikowa posadzka Katedry w Sienie

 
 
 
 
 

Freski na ścianie biblioteki arcybiskupa Sieny

Freski na ścianie biblioteki arcybiskupa Sieny

 
 
 
 

Średniowieczna zabudowa San Gimignano

Średniowieczna zabudowa San Gimignano

 
 
 
Panorama okolic San Gimignano widziana z Torre Grossa (największej z wież miasta)

Panorama okolic San Gimignano widziana z Torre Grossa (największej z wież miasta)

 

 
 
Florencja widziana z Piazzale Michelangelo

Florencja widziana z Piazzale Michelangelo

 

*
(zdjęcia własne)
 

STRONY AUTORA 

BRAIN GRAFFITI:
http://logosamicus.bloog.pl
*
ŚWIATOWID:
http://swiatowid.bloog.pl
 
 
 
 
 
 

 
 

 
 

październik 7, 2008

DESERT SOUTHWEST

.

Pustynny południowo-zachodni rejon Stanów Zjednoczonych to ziemia krajobrazowych i przyrodniczych niespodzianek – także unikalnego piękna. Wbrew polskiej nazewniczej konotacji “pustyni” zaskakuje bogactwo tutejszej fauny i flory, dokonujących istnych cudów w przystosowywaniu się do panujących w tym rejonie surowych warunków klimatycznych i glebowych.

Prezentowane zdjęcia pochodzą z kilku bardziej znanych zakątków położonych w południowej części Arizony i Kaliforni, w obrębie dwóch pustyń – Sonory i Mohave – a mianowicie: kalifornijskiego Parku Narodowego Drzewek Jozuego, położonego nieopodal miasteczka Palm Springs Kanionu Palmowego, Parku Narodowego Kaktusów Saguaro (okolice Tucson w Arizonie) oraz Pomnika Przyrody Kaktusów Organowych (Organ Pipe Cactus NM; Arizona – tuż przy granicy z Meksykiem).

 .

 

 

Typowy krajobraz dla pustyni Sonora

Typowy dla pustyni Sonora krajobraz

 

 

 

 

 

 

Dzika gęstwina kaktusów kolumnowych i organowych

Dzika gęstwina kaktusów kolumnowych i organowych

 

 

 

 

 

 

Kaktusy w Parku Narodowym Saguaro nieopodal Tucson

Kaktusy w Parku Narodowym Saguaro nieopodal Tucson

 

 

 

 

 

 

Potężny saguaro w towarzystwie wiotkiego kaktusa ocotillo

Potężny saguaro w towarzystwie wiotkiego ocotillo

 

 

 

 

 

Zdrowe, jędrne odrosty

Zdrowe, jędrne odrosty

 

 

 

 

 

 

Piknik między sterczącymi skałami

Piknik między sterczącymi skałami

 

 

 

 

 

 

Pustynny zakątek

Pustynny zakątek

 

 

 

 

 

 

Na pustyni nie brak kolorów

Na pustyni nie brak kolorów

 

 

 

 

 

 

Pod zadziwiającymi skałami pustyni Mohave

Pod zadziwiającymi skałami pustyni Mohave

 

 

 

 

 

 

Wspinaczka o wschodzie księżyca

Wspinaczka o wschodzie księżyca

 

 

 

 

 

 

Skalny galimatias z księżycem

Skalny galimatias z księżycem

 

 

 

 

 

 

Samotne drzewko Jozuego i odpoczynek na skale

Samotne drzewko Jozuego i odpoczynek na skale

 

 

 

 

 

 

Uparty kaktusik cholla

Uparty kaktusik cholla

 

 

 

 

 

 

Wspinaczka na "skałę czaszki"

Wspinaczka na "skałę czaszki"

 

 

 

 

 

 

W drodze przez Park Narodowy Drzewek Jozuego

W drodze przez Park Narodowy Drzewek Jozuego

 

 

 

 

 

 

Pod drzewem Juzuego - gigantem

Pod drzewem Jozuego - gigantem

 

 

 

 

 

 

Pamiątka z Organ Pipe Cactus National Monument

Pamiątka z Organ Pipe Cactus National Monument

 

 

 

 

 

 

Skalna kompozycja z Anią

Skalna kompozycja z Anią

 

 

 

 

 

 

Na pustynnym szlaku nieopodal Palm Springs

Na pustynnym szlaku nieopodal Palm Springs

 

 

 

 

 

 

Nieoczekiwane kolory "prickly pear"

Nieoczekiwane kolory "prickly pear"

 

 

 

 

 

 

Żółte kwiecie na pustynnej palecie

Żółte kwiecie na pustynnej palecie

 

 

 

 

 

 

Pustynia kwitnąca na wiosnę

Pustynia kwitnąca na wiosnę

 

 

 

 

 

 

Kolczasto i kolorowo

Kolczasto i kolorowo

 

 

 

 

 

 

Warkocze kaktusa obsypane kwieciem na wiosnę

Warkocze kaktusa obsypane kwieciem na wiosnę

 

 

 

 

 

 

Jeszcze jeden bustynny bukiet

Jeszcze jeden pustynny bukiet

 

 

 

 

 

 

Wybujały kaktus cholla

Wybujały kaktus cholla

 

 

 

 

 

 

W ogrodzie kaktusów cholla (Joshua Tree NP)

W ogrodzie kaktusów cholla (Joshua Tree NP)

 

 

 

 

 

 

One more cholla cactus

One more cholla cactus

 

 

 

 

 

 

Kanion Palmowy w okolicach miasteczka Palm Springs w Kaliforni

Kanion Palmowy w okolicach miasteczka Palm Springs w Kaliforni

 

 

 

 

 

 

Na dnie Palmowego Kanionu

Na dnie Palmowego Kanionu

 

 

 

 

 

 

Trochę wody w jednym z Indiańskich Kanionów pustyni Mohave

Trochę wody w jednym z Indiańskich Kanionów pustyni Mohave

 

 

 

 

 

 

Subtelność traw wśród połamanych skał

Subtelność traw wśród połamanych skał

 

 

 

 

 

 

Na szlaku w Palm Canyon

Na szlaku w Palm Canyon

 

 

 

 

 

 

Malownicze palmy

Malownicze palmy

 

 

 

 

 

 

Kompozycja z palmowych liści

Kompozycja z palmowych liści

 

 

 

 

 

 

Świetlne igraszki

Świetlne igraszki

 

 

 

 

 

 

Relaks wśród skał Kanionu Palmowego

Relaks wśród skał Kanionu Palmowego

 

 

 

 

 

 

Zagubieni?

Zagubieni?

 

 

 

 

 

 

Palmowe pnie - w jednej tonacji

Palmowe pnie - w jednej tonacji

 

 

 

 

 

 

Shades of brown and yellow

Shades of brown and yellow

 

 

 

 

 

 

Twilight in Organ Pipe Cactus National Monument

Twilight in Organ Pipe Cactus National Monument

 

 

 

 

 

 

Pustynia jest najbardziej kolorowa o zmierzchu

Pustynia jest najbardziej kolorowa o zmierzchu

 

 

 

 

 

 

Dramatic panoramic sunset

Dramatic panoramic desert sunset

 

 

 

 

STRONY AUTORA 

BRAIN GRAFFITI:
http://logosamicus.bloog.pl
*
ŚWIATOWID:
http://swiatowid.bloog.pl
 
 
 

*

październik 4, 2008

TEKSAS, NOWY MEKSYK

 

 Relacja z wyprawy do Texasu i Nowego Meksyku (do przeczytania – i obejrzenia – w odcinkach).  

(Wpisy zamieszczone pierwotnie na blogu BRAIN GRAFFITI.)

 

 Kliknij na punkty by poczytać o poszczególnych miejscach:

  
  
Tablica rejestracyjna stanu Texas

Tablica rejestracyjna stanu Texas

 

1.  EL  PASO

 

 

 

Białe morze gipsowej pustyni

Białe morze gipsowej pustyni

2.  WHITE SANDS

 

 

 

Jedna z bajecznych komnat Jaskini Carlsbadzkiej

Jedna z bajecznych komnat Jaskini Carlsbadzkiej

 

 

3.  CARLSBAD  CAVERNS

 

 

 

W górach Guadelupe

W górach Guadelupe

 

 

4.  GUADELUPE MOUNTAINS

 

 

Szyld Hotelu Gage w Teksasie

Szyld Hotelu Gage w Teksasie

 

 

5.  HOTEL  GAGE

 

 

 

Na szlaku w parku narodowym Big Bend

Na szlaku w parku narodowym Big Bend

 

 

6.  BIG BEND,  RIO  BRAVO

 

 

(Zdjęcia  autora)

 

  

 

  

 

 

 

Blog na WordPress.com.