ŚWIAT W OBRAZACH

16 Maj 2010

INDIE: tłumy, zgiełk ulicy, kolory bazaru…

Filed under: INDIE: ulice i bazary — Tagi: , , , , , , , , , , , , , — Stanisław Błaszczyna @ 6:44 pm

*

Fotografie są ilustracją wpisu  „ULICZNY ŻYWIOŁ”  opublikowanego na blogu „WIZJA LOKALNA”

* *

 

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

BAZARY, MARKETY, TARGI…

*

Kolorystyczne rozpasanie Indii… Ciągle do niego wracam. I zaczynam dostrzegać inne fasety indyjskiej rzeczywistości. Ot, choćby powszedniość, przeciętność, standard, normę…
Mimo wszystko dość szybko uporałem się tam z szokującymi aspektami indyjskiej ulicy – brudem, smrodem i ubóstwem – i zacząłem dostrzegać… jakąś codzienną normalność, zwykłe życie setek milionów ludzi. Moje spojrzenie nabrało szerszej perspektywy. W końcu zacząłem dostrzegać to, co tak naprawdę dominowało w tej scenerii – dynamikę sił witalnych, kalejdoskopową barwność, społeczny żywioł. Mimo pozornego balaganu każdy człowiek wydawał się być na swoim miejscu i robić “swoje”. Nagle objawiła mi się cała realność tych miejsc.
Do tych obserwacji upodobałem sobie szczególnie bazary i targi. W każdym niemal mieście starałem się odwiedzic “market”, gdzie przychodzili zwykli mieszkańcy i gdzie ujawniał się charakter miejscowej ludności. No i oczywiście – gdzie permanentnie poddany był atakowi mój zmysł wzroku – barwą, formą, kształtem, fakturą! (Nie wspominając już o ataku na nasz nos – o unoszącym się w powietrzu, bardzo specyficznym dla Indii aromacie, i to zarówno tym odrażającym, jak i upajającym niczym afrodyzjak i narkotyk.)
W miejscach takich, wszystkie stragany, jak również wszelkie możliwe stanowiska handlu i rzemiosła, stanowiły rodzaj gotowej kompozycji. Scenki rodzajowe, mnogość i różnorodność dóbr wszelakich – nie tylko warzyw, owoców, przypraw, ryb, ziaren, potraw, ale i przeróżnych artykułów, rzeczy bardziej lub mniej potrzebnych, materiałów, naczyń, ubrań, ozdób. Mam na myśli cały ten lokalny rozpasany sztafaż: oto wyrwiząb z rozłożonymi na bruku obcęgami i protezami; to znów szewc zbijający właśnie buta gwoździem, albo fryzjer-golibroda siedzący w kucki i wymachujący brzytwą nad klientem.
Dochodziło do tego antropologiczne bogactwo charakterów – mozaika ludzkich twarzy, sylwetek, postaci. Gwar i krzątanina – wszystko to żyło!
Może więc właśnie tam można znaleźć te prawdziwe Indie?

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

 

*

*

*

*

*

*

*

Fotografie są ilustracją wpisu ULICZNY ŻYWIOŁ”  opublikowanego na blogu „WIZJA LOKALNA” .

 

*

2 komentarze »

  1. Jestem pod wrażeniem – ten frazeologizm nie oddaje stanu, w jaki wbił mnie indyjski tłum. Jego istnienie od dawna sobie uświadamiam, potrafię wyobrazić sobie poszczególnego człowieka, nawet indyjski pociąg lub samochód – nie mogę powiedzieć, że mnie zaskoczyły. A przecież nigdy nie patrzyłam na tak pokazany „esencjonalny” tłum. Także dlatego, że tłum jest mi przykry i boję się go. Początkową reakcją, taką z podświadomości jeszcze, było cofnięcie się pod naporem idącego, „gęstego”, ludzkiego mrowia. Jednak ten tłum czaruje i gdy przeczytałam Twój wpis byłam gotowa na odebranie deklaracji o Twym pokonaniu zaskoczeń wszystkim indyjskim. Wrócę jeszcze nie raz do tych zdjęć, ponieważ obrazują coś kompletnie przeciwnego mojej naturze, ale co kusi swoją potęgą i logiką. Byłam na spotkaniu hinduskim z okazji święta Diwali ku czci bogini Lakszmi. Hindusi są pięknymi ludźmi i potrafią swe piękno oprawiać w stroje i biżuterię – jednak na Twoich fotografiach znika jednostka, stając się drobiną tłumu. Ileż odcieni traci swą moc w tej perspektywie… a ileż nabiera intensywności…
    Dzięki, że w taki sposób proponujesz zamyślić się i przemyśleć tematy, które chwilę temu staraliśmy się dookreślać. Poddajesz kolejnej próbie moją (naszą) wrażliwość – już nawet ten wpis kończę jako „poruszona” – Twoje propozycje to intelektualny rozrusznik -chociaż nie wiem dokładnie co znaczy to słowo w ustach mechanika samochodowego… 🙂

    Komentarz - autor: hirundo — 16 Maj 2010 @ 8:50 pm

  2. Mam u siebie http://terraustralis.wordpress.com/
    fotografie z Bali.
    Niemniej jest to zupelnie inna rzeczywistosc, bogatsza bo zyjaca ze stalych turystow z Australii i nie tylko.

    Komentarz - autor: terraustralis — 17 Maj 2010 @ 3:59 am


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.