ŚWIAT W OBRAZACH

10 Październik 2008

KARTKI Z PODRÓŻY DO WŁOCH – TOSKANIA

Toskania, słynąca z krajobrazowego piękna, niepowtarzalnego klimatu. Kraina mityczna, kolebka Renesansu – jawny obiekt pożądania każdego podróżnika.
Ten rejon Włoch widziałem przelotnie już parę lat wcześniej, tyle że z okien pociągu, którym jechaliśmy z Rzymu do Florencji.
Był już grudzień, więc w plenerze gościła szarzyzna, ale mimo to można było sobie uzmysłowić piękno toskańskiego pejzażu i to wówczas zaświtała mi myśl, by kiedyś zawitać w te strony i zobaczyć je z bliska.
Nie sądziłem, że stanie się to tak szybko…

*****************************************************************************************************************************************************************************

 
Z Chicago doleciałem przez Londyn do Mediolanu. Na zapoznanie się ze stolicą Lombardii (a swego czasu – całej zachodniej cywilizacji) mogłem przeznaczyć tylko dwa dni, ale to wystarczyło do ogólnej impresji, która była jednak pewnym rozczarowaniem. Bowiem wcześniej wyobrażałem sobie to miasto jako bardziej eleganckie, wystawne, reprezentacyjne… (przecież to tutaj działają najsłynniejsi projektanci mody na świecie). Zastał mnie zaś pewien architektoniczny nieporządek, urbanistyczna bylejakość…
Jednakże głównie interesował mnie Mediolan historyczny i ten, który nawiązywał do sztuki. Niestety, nie udało mi się zobaczyć legendarnej „Ostatniej Wieczerzy” Leonarda (bilety trzeba rezerwować na kilka tygodni wcześniej), ale za to odwiedziłem dwie bardzo dobre galerie – di Brera i Pinacoteca Ambrosiana, a przy okazji dość ciekawe zbiory znajdujące się w starej twierdzy Sforzów.
Największe wrażenie zrobiła wszak na mnie niedokończona Pieta Rondanini, przy rzeźbieniu której (literalnie) zmarł Michał Anioł. Dramatycznie różna od słynnej, przepięknej klasycznie Piety z Bazyliki Św. Piotra w Rzymie, którą w wieku 25 lat stworzył Michelangelo odzwierciedlając swoją fascynację harmonią i pięknem – sztuką, która pokonać może ludzkie słabości, zło, skazy, brzydotę…
W wieku 89 lat artysta w to zwątpił komponując Pietę, która nie unika ziemskiej ciężkości, cielesnej niedoskonałości, realistycznej surowości – całej tej gorzkiej prawdy, którą usiłujemy zasłonić pięknem.
Zgoła magiczny moment przeżyłem przed wspaniałymi kartonami Rafaela do Szkoły Ateńskiej, które posłużyły mu do namalowania watykańskich fresków. Wypełniają one całą olbrzymią ścianę jednej z sal ambrozjańskiej pinakoteki. Postacie narysowane przez Rafaela wyłaniają się z mroku niczym widma zamierzchłej epoki. W tłumie greckich filozofów wyróżnia się Arystoteles o twarzy Leonarda da Vinci. Te ciemno – brązowe szkice bardziej do mnie przemówiły niż gotowe kolorowe Sztance Rafaela, które widziałem wcześniej w Watykanie. Uwielbiam kreskę Rafaela a tu miałem ją na wyciągnięcie ręki i to w skali olbrzymiego graffiti.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
W Mediolanie warto się jednak zjawić choćby tylko ze względu na Duomo – katedrę, jedną z najbardziej imponujących gotyckich budowli świata (tworzonej przez prawie 400 lat!) z niesamowitym lasem kamiennych sterczyn zapełniających jej dach.
W przeróżnych miejscach poutykano tam na dodatek 3500 większych lub mniejszych posążków! Za drzwiami katedry czeka nas jednak niespodzianka – ponure wnętrze z 52 gigantycznymi kolumnami kontrastuje z misternymi, ażurowymi zdobieniami na zewnątrz.
 

PORTOFINO

 
Z wielkomiejskiego zgiełku uciekłem przez Alpy Apuańskie nad Morze Liguryjskie, do malowniczego Portofino, zaglądając po drodze do arcyciekawego klasztoru Kartuzów Certosa di Pavia. Obawiałem się nieco kiczowatej romantyczności Portofino, ale w całej krasie okazało się, iż niepotrzebnie. To miasteczko ma swój niepowtarzalny urok, wcale nie sztuczny, turystyczny ale autentyczny – mimo pewnej cukierkowatości, ta malowniczość jest prawdziwa. Zatrzymałem się w hotelu Domina Piccolo, a gościł mnie bardzo przytulny apartament z wielce romantycznym widokiem na zatokę.
Popołudniowy spacer do latarni to niezapomniana gama egzotycznych, nad wyraz malowniczych widoczków.
Ranek w Portofino przywitał mnie niestety deszczem. Gotowałem się na poranne wędrówki po nabrzeżu ale niestety trzeba było z tego zrezygnować. Żałuję bardzo, bo nawet mimo deszczowej aury półwysep Portofino ma kuszącą aparycję.
Wyruszyłem więc przez Ligurię, wzdłuż wybrzeża, ku Pizie.
Zrezygnowałem z jazdy autostradą więc musiałem się przedzierać przez zaskakująco wysokie przełęcze. Miałem nadzieję na zobaczenie Cinque Terre – pięciu odizolowanych wiosek nabrzeżnych utwierdzonych na stokach liguryjskich, wyrastających prosto z morza, wzgórz – ale pogoda i czas zniweczyły moje plany. Autostradą dotarłem do Pizy. Lało niestety i z trudem trafiłem do hotelu Royal Victoria nad rzeką Arno.
 
 

PIZA

 
 
Pogoda była mokra i ponura, aura szara ale mimo to późnym popołudniem zawitałem na Campo dei Miracoli, czyli Placu Cudów. Nie wiem dokładnie o jakie cuda chodzi, ale kiedy znalazłem się na placu, nisko, zza granatowych chmur, wyłoniło się zachodzące słońce i oświetliło cudownie ciepło – pomarańczowym blaskiem wszystkie budowle, łącznie z baptysterium, katedrą Duomo i samą krzywą wieżą. Nie mogłem sobie darować, że nie wziąłem aparatu. Następnego dnia, kiedy dokładniej już zwiedzałem Campo dei Miracoli, nie było już takiego świetnego oświetlenia, niemniej jednak udało mi się zrobić kilka, myślę, że ciekawych, zdjęć.
 
 
 
 
 
 
 
TT
Torre Pendente nie jest znowu taka mała, jak ją drwiąco opisywał np. Mark Twain (ten jednak kpił prawie ze wszystkiego), ale już krzywa jest mocno, jak się patrzy. To rzeczywiście cud, że się jeszcze przez te osiem wieków nie zawaliła (a tylko odchyliła od pionu o – bagatela! – 5 metrów).

 

 
 
Plac cudów zachwalają w przewodnikach jako jeden z najciekawszych architektonicznie kompleksów religijnych świata i nie ma w tym przesady. Ja, wskutek braku dostatecznej wiedzy, w swojej naiwnej nieświadomości miałem tylko samą wieżę, a tu zobaczyłem kompozycję kilku imponujących budowli i trudno było mi uwierzyć w ich XII – wieczność, tak wyglądały wdzięcznie, wyrafinowanie i misternie.
Z
 
Zupełnym zaskoczeniem zaś były dla mnie XIII – wieczne freski, (z których nota bene tylko część ocalała z alianckich bombardowań II wojny światowej). Umieszczone wśród grecko – rzymskich sarkofagów Camposanto „Tryumf Śmierci” i „Sąd Ostateczny” to według mnie absolutna rewelacja w sztuce malarstwa zachodnioeuropejskiego… a żeby było bardziej intrygująco, to nawet nie wiadomo kto je namalował. Uderzyła mnie zwłaszcza ciemno – bordowa kolorystyka, ekspresja kompozycji i modelunek postaci. Jeśli rzeczywiście powstało to w wieku Giotta i Cimabue, to freski tych ostatnich wyglądają przy tym jak naiwne, dziecinne malowanki. Trudno przy tym nie podejrzewać jakichś następnowiecznych poprawek.

 
 
 
 
 
 
Na wyjazd z Pizy straciłem sporo czasu, tak mylące okazały się znaki… mimo kierunku na Florencję. Jednak za parę godzin znalazłem się w samym sercu Toskanii – w Chianti.
 

CHIANTI

 
 
 
 
Pogoda się wyklarowała, wieczór był piękny, dotarłem do Villi Vignamaggio, gdzie miałem spędzić trzy następne noce, wypuszczając się stąd każdego dnia na rekonesans toskańskiej krainy (Villa Vignamaggio znajduje się w pobliżu Greve in Chianti – dokładnie w połowie drogi między Florencją a Sieną).
Villa Vignamaggio to kwintesencja toskańskiej rezydencji, otoczona winnicami i oliwnymi gajami. Zbudowano ją jeszcze w XV wieku. Mówią, że urodziła się tu sama Mona Lisa, ale tego tu już nikt nie może sprawdzić. Jest to spore gospodarstwo z prawdziwą winiarnią, z której piwnic wychodzi 250 tys. butelek wina rocznie (warto wspomnieć, że wino pochodzące właśnie z tej winnicy po raz pierwszy zaczęto nazywać chianti). Wille otacza również stylowy rzymski ogród.
Od jakiegoś czasu Villa Vignamaggio przyjmuje gości, bowiem stworzono tu coś w rodzaju ekskluzywnego gospodarstwa agroturystycznego. Uderza więc harmonijne połączenie surowości i prostoty z wygodą i luksusem. Ranek przywitał mnie niestety deszczem. Tuż przed południem znów jednak wyjrzało słońce i toskański pejzaż objawił się przed moimi oczami w całej swojej krasie. Wznoszące się wysoko zielone wzgórza otaczające łagodne doliny z szachownicą winnych upraw i niebieskawa mozaika oliwnych drzewek. Dokładnie jak na obrazach mistrzów Renesansu. I te barwy ziemi – cała gama zieleni, żółci i brązów, a nad wszystkim niezwykle malownicze toskańskie niebo – jego jasny szmaragd z konfiguracją chmur i chmurek, godną najlepszego pędzla.
 
 

FLORENCJA

 
 
Około południa wyruszyłem do Florencji, oddalonej o rzut kamieniem od Greve. Udało mi się jakoś zaparkować samochód na Piazzale Michelangelo, skąd roztacza się najładniejszy chyba widok na całe miasto – z jego mostami na rzece Arno, słynnymi budowlami – wieżycami pałaców, kopułami świątyń i czerwonymi dachami kamienic.
U swoich stóp miałem kolebkę Renesansu. To tutaj żyli i tworzyli Leonardo da Vinci, Michal Anioł i Rafael; to tutaj budowali nowy kanon języka Dante, Boccacio, Petrarka; to tutaj Machiaveli radził Medyceuszom jak rządzić; to tutaj wreszcie spłonął na stosie nieprzejednany mnich Savonarola, jeden z pierwszych rewolucjonistów na świecie…
Florencja to chyba trzecia po Rzymie i Wenecji najpopularniejsza destynacja turystyczna Włoch. Zatrzymać się więc tu można na cały tydzień, ja ograniczyłem się jednak do spaceru po starym mieście.
Przypomniałem sobie zakątki, jakie widziałem dwa lata wcześniej: most Ponte Vecchio, Piazza della Signoria z siedzibą Medyceuszy i pełna rzeźb loggia, kompleks Duomo, fasadę Uffizi, kryjącą jedną z najbogatszych galerii malarstwa europejskiego na świecie…
Większość popołudnia spędziłem jednakże w pałacu Pittich, wśród obrazów Gallerii Palatina, która szczyci się pokaźnym zbiorem płócien, zwłaszcza Rafaela i Tycjana…
Byłem rozczarowany. Większość dzieł była nudna, podobna do siebie w swej monotonnej tematyce religijnej (niekończące się zwiastowania, pokłony Trzech Króli, madonny z dzieciątkami, ukrzyżowania, zdjęcia z krzyża, opłakiwania i złożenia do grobu… etc.) Z bliska widać było niedoskonałości warsztatu, nawet dzieła znanych malarzy wydawały się drugiego sortu… Irytował mnie fakt umieszczania za szkłem najbardziej cennych olejów. Nie znoszę tego, gdyż przypomina mi to lizanie cukierka owiniętego w celofan. Szkło rozprasza światło, barwy i kontury, nie czuję wówczas faktury płótna ani tych fluidów, które czasem zdają się emanować z obrazu, dając złudzenie przeniesienia w czasie do epoki twórcy – odczucie jego ducha i napięć tworzenia. Kilka zaledwie obrazów dostarczyło mi autentycznej przyjemności obcowania z arcydziełem. Urzekła mnie jedna ze słynnych Madonn Rafaela, cudownie stonowana „Madonna Wielkiego Księcia”.
 
Kiedy wróciłem do Greve, nad Toskanią zapadła już granatowa noc.
 
 
 

SAN GIMIGNANO

 
 
Nazajutrz była zaś radość o poranku – wspaniale rozświetlona słońcem aura. Za moim oknem ukazała się Toskania w tej wersji bajecznej, wręcz idyllicznej… Doskonała pogoda na peregrynacje okolicy i spacer wśród winnic (nie obyło się bez kosztowania winogron). Tego dnia chciałem zobaczyć kolejne znane miejsce – stare San Gimignano.
 
 
Dotarłem tam wkrótce drogą krętą, aczkolwiek ciekawą i już z daleka przywitały mnie charakterystyczne sangimignańskie wieże. Powiało średniowieczem ale hordy współczesnych turystów sprowadziły mnie do właściwej epoki.
 
 
Niezapomniany był jednakże widok z Torre Grossa – jeden z najpiękniejszych we Włoszech, jak mówią bywalcy (i autorzy przewodników).
Dość łatwo przyszło mi się z nimi zgodzić.
Wieżyc ongiś było w mieście 52. Każdy pan i władca chciał mieć wyższą od sąsiada – im większa wieża tym większy prestiż. Coś jakby darwinowska walka o przywództwo w stadzie – swoisty konkurs na najlepsze geny. No i ostał się dla naszych oczu strzelający w niebo, nieśmiertelny symbol falliczny.
 
 

SIENA

 

Następnego dnia zawitałem do odwiecznej rywalki Florencji, Sieny. Solidne miasto, którego potęgę złamała kiedyś czarna zaraza. Lecz solidność przetrwała do naszych czasów, podobnie jak jeden z najciekawszych europejskich rynków – Piazza del Campo z górującą nad nim wieżą Palazzo Pubblico, skąd doskonale widać rozchodzącą się promieniście, przypominającą nieco muszlę, mozaikę rynkowego bruku. W Palazzo Pubblico znajduje się kilka słynnych fresków, znanych mi wcześniej choćby z opisów Łysiaka, który w swoim „Malarstwie Białego Człowieka” poświęcił im sporo miejsca. Chodzi zwłaszcza o „Kondotiera”, którego autorem jest najprawdopodobniej Simone Martini – pierwsze malowidło świeckie, pierwszy portret konny i pierwszy panoramiczny pejzaż w malarstwie Zachodu. Na przeciwległej ścianie czekała zaś na mnie niespodzianka – olbrzymi religijny fresk Martiniego o niezwykłej urodzie, o którego istnieniu nie miałem dotychczas pojęcia. Nie do wiary, jaką subtelność byli już w stanie uchwycić malarze Quatrocenta, które przecież dopiero, co wychodziło z mroków średniowiecza!
Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc, nie tylko w Sienie, ale i w całej Toskanii, jest sieneńskie Duomo – gotycka katedra pełna dzieł artystów włoskich z najwyższej półki oraz niewiarygodnie oryginalnej, niespotykanej nigdzie indziej na świecie posadzki, będącej wielką marmurową mozaiką, przedstawiającą dziesiątki obrazów i scen rozgrywających się pod naszymi stopami.
 

KORTONA

Z Sieny udałem się wprost do Kortony. Pamiętam, że miasteczko to polecił mi pewien profesor florenckiego uniwersytetu, którego poznałem parę lat wcześniej w pociągu jadącym z Rzymu do Florencji. Byłem mu wdzięczny. Czułem się niby żywcem przeniesiony do średniowiecza.
Kortonę zobaczyłem już z daleka – majaczyła w promieniach zachodzącego słońca, rozłożona na górskim stoku. Jeszcze przed zachodem słońca zdołałem się wdrapać na górę pod mury starego miasta, skąd widać było rozległą panoramę Doliny Chiana, rozświetloną czerwonym niebem. Wjechałem przez starożytną bramę do miasta na stromą i wąską uliczkę i doprawdy czułem się dziwnie jadąc po XIV- wiecznym trakcie XXI – wiecznym wehikułem. Wkrótce znalazłem się pod hotelem San Michele, który swoją siedzibę obrał w starej XV – wiecznej kamienicy. Przypadł mi pokój pod samym dachem z rozległym widokiem na całą dolinę i kortońskie dachy.
 
Kortona wieczorem objawiła się niczym miejsce magiczne. Tłumy turystów zniknęły, spacer uliczkami miasta był więc rozkoszą par excellence. Powłóczyłem się po starym mieście, a późnym wieczorem czekała mnie kolacja w restauracji „La Grotta”, która okazała się bezpretensjonalnym, serwującym doskonałe dania i wino lokalem. Po wyjściu zaś trafiłem na Piazza Republica opanowany akurat przez flecistę, który wciągnął do zabawy grupę włoskiej młodzieży.
Następnego dnia Kortona znalazła się w chmurach. Mżyło i padało na przemian – czyli aura w sam raz na odwiedzenie muzeum sztuki etruskiej. Kultura etruska to temat obszerny i na inna okazję, dość wspomnieć, że to właśnie od nazwy tego ludu pochodzi słowo Toskania, na której to ziemi prawie trzy tysiące lat wcześniej osiedlili się Etruskowie, rozwijając tu jedną z najbardziej kompleksowych i bogatych starożytnych kultur europejskich.
 
Po zobaczeniu zbiorów Akademii Etruskiej przyszła kolej na kolekcję diecezjańską, która się szczyci najcenniejszym chyba dziełem malarskim jakie posiada Kortona – „Zwiastowaniem” pędzla Fra Angelico. A jest to złoto – czerwony ołtarzyk malowany bardzo misternie, ślicznie dekoracyjny, słodki i delikatny. To właśnie o Bracie Angelico Łysiak napisał kiedyś, że „w mistycyzmie nurzał się on z taką samą rozkoszą, z jaką lubieżnicy nurzają się w erotyzmie.” Hmm… czyżby Rubens był lubieżnikiem? Tak się teraz zastanawiam – który z tych malarzy do mnie bardziej przemawia? No cóż… Nie miałbym żadnych wątpliwości gdyby Rubens malował szczuplejsze kobiety…
 
 

ASYŻ

 
 
Z mglistej Kortony droga zawiodła mnie do Asyżu.
Wjechałem do Umbrii.
Raczej nikłe były szanse na to, że w mieście Św. Franciszka z hedonizmu nawrócę się na ascetyzm – po wszystkich tych kulinarno-winnych toskańskich rozkoszach – niemniej jednak miejsce to swoją niezwykłością oddziałało na mnie silnie.
&*
 
 
Asyż, podobnie jak Kortona, osadzony jest na zboczu wielkiej góry i zachował swój średniowieczny charakter. Oczywiście w Katedrze, gdzie znajdują się relikwie świętego, zastałem tłumy pielgrzymów, ale mimo to panował tam zaskakujący porządek i każdy indywidualnie mógł zagłębić się w swoim wnętrzu, odczuć sakralność świątyni, zmierzyć się z legendą tego niezwykłego człowieka, jakim był Św. Franciszek.
O &*
 
O samej Katedrze Św. Franciszka można by pisać długo. Znajdują się tam choćby freski, które zrewolucjonizowały europejskie malarstwo, głównie za sprawą Giotta. Są to właściwie dwa kościoły – górny (gotycki) i dolny (romański) – a każdy przeniknięty jest inną atmosferą.
 
Dolny przypomina wielką rozbudowaną kaplicę, w której odczuć można metafizyczny dreszcz dzięki bliskości grobu Św. Franciszka; górny to olbrzymia, przestronna, kolorowa galeria fresków, które swoją epickością zdolne są pochłonąć widza.
Zatrzymałem się w hotelu Subasio (jak można było wyczytać w przewodniku, gościli tu m.in. Charlie Chaplin i Greta Garbo). Sąsiadował on z placem katedralnym a z jego tarasu rozciągał się imponujący widok na spory kawał Umbrii. O zachodzie słońca znów byłem świadkiem wielkiego spektaklu na niebie.
 
 
 
&*
Nazajutrz, po niedzielnej mszy wdrapałem się na Rocca Maggiore – średniowieczną twierdzę – by rzucić z góry okiem na cały Asyż i rozłożoną pod nim dolinę. Był jeszcze spacer wąskimi, niezwykle malowniczymi uliczkami miasta, ale wczesnym popołudniem znów trzeba było uderzyć w drogę – czekała mnie długa jazda przez całe północne Włochy do Bergamo, gdzie szczęśliwie zakończyła się cała moja eskapada.

 
&*
*
*
*
*
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
*
&*
*
*
*
*
*
*
 
 

*

 
 
 
 
 

OBRAZKI Z PODRÓŻY PO PÓŁNOCNYCH WŁOSZECH


 
 
Panorama Toskanii widziana z wieży sienneńskiego Palazzo Pubblico.

Panorama Toskanii widziana z wieży sienneńskiego Palazzo Pubblico.


&*
*
*
 

 

Widok z hotelowego okna w Portofino.

Widok z hotelowego okna w Portofino.

 
*
Zatoka w Portofino

Zatoka w Portofino

 
 
 
 
 
Certosa di Pavia - niezwykły klasztor Cystersów

Certosa di Pavia - niezwykły klasztor Cystersów

 
 
 
 
 
 

 

Lew na straży florenckiego Palazzo Vecchio

Lew na straży florenckiego Palazzo Vecchio

 
 
 
 
 
 

 

Galleria Vittorio Emanuele II w Mediolanie

Galleria Vittorio Emanuele II w Mediolanie

 
 
 
 
 
 
Widok na Duomo z Krzywej Wieży w Pizie

Widok na Duomo z Krzywej Wieży w Pizie

 
 
 
Randanini Pieta, przy rzeźbieniu której zmarł Michał Anioł

Randanini Pieta, przy rzeźbieniu której zmarł Michał Anioł

 
 
 
 
 
Katedra Św. Franciszka w Asyżu widziana z Rocca Maggiore

Katedra Św. Franciszka w Asyżu widziana z Rocca Maggiore

 
 
 
 
Wnętrze sieneńskiego Duomo

Wnętrze sieneńskiego Duomo

 
 
 
 
Mozaikowa posadzka Katedry w Sienie

Mozaikowa posadzka Katedry w Sienie

 
 
 
 
 
Freski na ścianie biblioteki arcybiskupa Sieny

Freski na ścianie biblioteki arcybiskupa Sieny

 
 
 
 
Średniowieczna zabudowa San Gimignano

Średniowieczna zabudowa San Gimignano

 
 
 
 
Panorama okolic San Gimignano widziana z Torre Grossa (największej z wież miasta)

Panorama okolic San Gimignano widziana z Torre Grossa (największej z wież miasta)

 
 
 
Florencja widziana z Piazzale Michelangelo

Florencja widziana z Piazzale Michelangelo

 
 
 
*
(zdjęcia własne)
 
 
 
 

STRONY AUTORA

 
 
WIZJA LOKALNA:
 
http://wizjalokalna.wordpress.com/
 
*
 
 
ŚWIATOWID:
 
http://swiatowid.bloog.pl
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 

17 komentarzy »

  1. Tak pochłonęła mnie ta lektura, że zaczytana przełożyłam filiżankę do drugiej dłoni by przewrócić kartkę:))
    Najistotniejsze jest zobaczyć i odczuć osobiście, ale tak frapująco to opisałeś, że przez moment przemknęła mi myśl, czy przy braku czasami elementarnej wiedzy z historii tego regionu i związanych z nią wielkich ludzi potrafiłabym się tak zachwycić jak Ty.Czasami nie wystarczą same wizualne wrażenia ( przynajmniej dla mnie ). Lubię wiedzieć,by móc coś porównać, do czegoś odnieść, uzmysłowić sobie rangę czegoś, zaszczyt bądź szczęście, że mam możliwość tego doświadczać, że mi jest to dane. Na zasadzie, że właśnie tu i teraz i że właśnie ja, mnie ….
    pozdrawiam

    Komentarz - autor: Sarna — 11 Październik 2008 @ 3:41 am

  2. Ładnie i pewnie jeszcze ciepło… chociaż teraz tam podobno kryzys… 😉

    Komentarz - autor: Hoko — 13 Październik 2008 @ 12:26 pm

  3. Kryzys tu, kryzys there, kryzys everywhere… 🙂
    Na szczęście nie dotknie on tego esencjonalnego piękna Toskanii (jakie stanowią dzieła sztuki) ani… toskańskiego pejzażu.

    Komentarz - autor: Logos Amicus — 13 Październik 2008 @ 2:13 pm

  4. Opisałeś to tak realistycznie – jakbym sama tam była 🙂 Pięknie!

    Komentarz - autor: Grazia — 14 Październik 2008 @ 7:03 am

  5. Byłam tam, ale bardzo krótko. Ot, turystyczna objazdówka. Był wrzesień, żałowałam, że nie mam ze sobą aparatu ( potem tylko kopie od znajomych). W internecie , w albumie o Florencji, na pocztówkach i tak jak teraz ( dzięki Ci SWIATOWIDZIE ) próbuję przypomnieć siebie w Toskanii. Czuję niedosyt; chciałabym jeszcze pojechać w tyle miejsc, byle nie w tempie „wycieczkowym”, póki co dziękuję,że mogę wirtualnie. P i ę k n e s t r o n y …

    Komentarz - autor: Tess — 15 Październik 2008 @ 5:15 pm

  6. Portofino jest szczególnie piękne w listopadzie. Pod koniec października znikają ostatni turyści. A popołudnia w porcie bywają jeszcze słoneczne. Niesamowity spokój. Tak było jeszcze we Florencji przed 20 laty. Teraz już nie jest. Karnawał turystyczny przez cały rok.

    Piękne zdjęcia. Piękniejsze niż rzeczywistość.

    Komentarz - autor: telemach — 16 Październik 2008 @ 9:33 am

  7. Różnie się ma to piękno zdjęciowe do piękna rzeczywistego.
    Zwykle fotografia nie jest w stanie przekazać uroku, autentyzmu, aury, przestrzeni, czy też ogromu ukazywanego miejsca.
    Zawsze odczuwam pewien niedosyt patrząc na zdjęcie.

    Ale to fakt: kierujemy obiektyw aparatu wybiórczo, wychwytując szczególnie urodziwe zakątki, komponując ciekawe kadry.
    I w tego typu sprawozdaniach (jak powyżej) nie chcemy raczej ukazywać pospolitości, brudu, bałaganu, nudy… jaką niewątpliwie spotykamy na swojej drodze, nawet w najbardziej atrakcyjnych miejscach.

    Wolę skupiać się wtedy na pięknie.

    Komentarz - autor: Logos Amicus — 17 Październik 2008 @ 1:44 am

  8. zrozumiałe.

    Komentarz - autor: telemach — 17 Październik 2008 @ 1:39 pm

  9. Logos,
    co tam jest na tym bloog.pl, że ja nie mogę dodawać komentarzy? Nie tylko u Ciebie, na innych mam to samo – próbowałem nawet z różnych przeglądarek, bo w firefoksie nadużywam adblocka, i nic.

    Komentarz - autor: Hoko — 19 Październik 2008 @ 8:08 am

  10. Startując z WordPressu nie można dodawać komentarzy w Wirtualnej Polsce (gdzie są bloogi), bo domeny z .com traktowane są tam jako spam (tyle się od nich dowiedziałem).
    A dlaczego tak jest – tego nie wiem.
    Podobno mają to zmienić.
    Ale ja się zastanawiam, czy dzieje się tak tylko wtedy, gdy ktoś jest zalogowany na WordPress? Wydaje mi się, że tak.
    Jeśli ktoś się nie zaloguje, to komentarze powinny przejść.

    Komentarz - autor: Logos Amicus — 19 Październik 2008 @ 2:19 pm

  11. vLogos: to jest jeszcze bardziej skomplikowane. Ja muszę:
    a) wylogowac się w WordPress
    b) zamknąć Firefoxa
    c) otworzyć MSE albo Operę.
    d) skomentować
    e) zaknąć MSE
    f) otworzyć Firefoxa
    g) i już mogę sobie dalej błądzić po falach.

    Musisz przyznać, że nie działa to specjalnie motywująco….

    Komentarz - autor: telemach — 20 Październik 2008 @ 11:54 am

  12. A czy motywacją może być moja wdzięczność 🙂

    PS. Ale dlaczego to takie skomplikowane?
    Ja po prostu piszę sobie komentarz, klikam „send” i już leci 🙂

    Komentarz - autor: amicuslogos — 20 Październik 2008 @ 9:03 pm

  13. Zawsze marzyłam i marzę o podróżach. Te zdjęcia są BAJKOWE!!! Cudo, przepięknie opisane wszystko. Dziękuję za zabranie mnie w cudowną podróż przy filiżance herbatki.

    Komentarz - autor: olaimpresja — 22 Kwiecień 2010 @ 11:49 am

  14. Oglądając zdjęcia, widać jak wspaniale chmury i oświetlenie wpływają na klimat panoramy. Włoskie niebo też ma swoją różnorodność obłoków, chmur, nawet chmurzysk – by odnieść się do „Pana Tadeusza”.

    Komentarz - autor: nutta — 3 Lipiec 2010 @ 1:58 am

  15. Jako, że jestem tłumaczem języka włoskiego (oraz tłumaczem przysięgłym języka francuskiego w warszawie) zapraszam do siebie.

    Komentarz - autor: Tłumacz przysięgły języka francuskiego Warszawa — 29 Wrzesień 2010 @ 5:17 am

  16. Właśnie wróciłam z Toskanii i tak sobie jeszcze oglądam wciąż i rozmyślam..i wino sączę włoskie ..i,tak,pięknie tam.znów się rozmarzam.Morze ciepłe,ludzie-szczególnie na wsi bardzo serdeczni.Figi jedzone z drzewa,kasztany pieczone,kozy na drodze i gaje oliwne.Tak.Uwielbiam.

    Komentarz - autor: Anna — 6 Październik 2010 @ 10:55 am

  17. Serce mocniej bije, jak patrzę na te świetne zdjęcia. Podzielam też Twoją opinię dot. Mediolanu, tym bardziej ze Italia nas rozpuszcza jeśli chodzi o zabytkowe miasta, Nie byłem natomiast w Portofino, tak to wyglada, ze już wiem gdzie pojadę następnym razem, bo na tym zdjeciu to miasto jest ze snów. Moja dziewczyna nie bedzie zadowolona bo niestety, albo „stety” w temacie Toskanii grozi mi recydywa i zawsze obiecuję sobie że w te wakacje tam nie pojadę i na obiecywaniu się kończy, urlop się kończy a tu Indie mityczne czekają 🙂
    Jeśli będę miał córkę to nazwę ją Florencją, na drugie będzie miała Toskania 🙂
    pozdrawiam serdecznie!
    Stały czytelnik

    Komentarz - autor: pangrabek — 29 Styczeń 2013 @ 3:48 am


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.